Krok we współczesność

Rozmowa z dr. inż. KAZIMIERZEM SZABLĄ, dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, przewodniczącym zespołu zadaniowego do nowelizacji Instrukcji Ochrony Lasu.
- Panie dyrektorze, czym wyróżniają się wprowadzone od 1 stycznia bieżącego roku zmiany w zasadach hodowli lasu oraz trzech instrukcjach: ochrony, urządzania i ochrony przeciwpożarowej lasu – na tle czynionych w ciągu lat poprzednich modyfikacji dokumentów regulujących podstawowe dziedziny gospodarki leśnej?
- Zacząłbym od tego, że po raz pierwszy nasze wewnętrzne prawo leśne znowelizowane zostało, można powiedzieć, komplementarnie. Nigdy dotąd nie zaistniała sytuacja, w której trzy podstawowe dokumenty normujące prowadzenie gospodarki leśnej, byłyby nowelizowane w jednym czasie. Stąd dotychczas istniało pomiędzy nimi wiele rozbieżności – chociażby w interpretacji niektórych zaleceń czy formułowaniu znaczeń pewnych terminów. Więc myślę, że wielką zaletą tych dokumentów jest to, iż powstały równocześnie i są ze sobą kompatybilne. Znaczenie danego pojęcia, zjawiska czy zaleceniajestw Instrukcji Ochrony lasu takie samo, jak w Zasadach hodowli lasu i w Instrukcji urządzania lasu. Również słowniczek tych terminów jest jeden, wspólny do wszystkich trzech dokumentów, zawierający jednoznaczne definicje. Nie powinny zatem występować różnice w interpretacji.
(…)
- Na czym polegają zasadnicze zmiany merytoryczne?
- W obecnej wersji Zasad hodowli lasu w sposób dość istotny zmieniło się - w stosunku do poprzednich edycji – między innymi podejście do tytułowego zagadnienia. Dziś dokument ten daje dużo większą swobodę nadleśniczemu i leśniczemu, będącym gospodarzami danego terenu. Równocześnie zobowiązuje ich do posiadania o owym terenie jak najlepszego, wszechstronnego rozeznania, które w dużej mierze stanowić będzie fundament przy podejmowaniu kompetentnych decyzji, opartych nie wyłącznie o tabele czy ujęte w ścisłe ramy, znormalizowane parametry.
Nowa Instrukcja ochrony lasu tym się przede wszystkim różni od poprzednich, że nadrzędną rolę przypisuje profilaktyce - na co tak bardzo zwracał uwagę profesor Kazimierz Rykowski recenzując pracę zespołów na pewnym etapie. To istotna zmiana. Rozdziałowi opisującemu zagadnienia profilaktyki i higieny w ochronie lasu nadano priorytet, umieszczając go jako początkowy, poprzedzający rozdział obligatoryjnych Czynności podstawowych.
W tej pierwszej części wskazuje się na olbrzymie znaczenie profilaktyki - zarówno w ochronie lasu, jak i w innych dziedzinach współczesnego leśnictwa, regulowanych m.in. przez Zasady hodowli lasu czy Instrukcję urządzania lasu. W tej mierze ogromnie wiele zależy od zasobów naszej wiedzy, od tego jak traktujemy ten – nie las, ale ekosystem. Bo również po raz pierwszy w instrukcji jednoznacznie powiedziano, że chronimy właśnie ekosystem a nie drzewostan, jak do tej pory. Zdrowie drzewostanu jest uzależnione bowiem od czynników środowiskowych - biotopu i biocenozy, a więc wszystkich elementów składowych lasu (takich, jak drzewostan, gleba, ściółka, runo, podszyt, fauna, flora i in.) oraz od całego ekosystemu. Do wszystkich też powyższych składowych, a nie tylko do drzewostanu, odnoszą się cele ochronne.
(…)
- Zatem wprowadzone w życie dokumenty usankcjonowały niejako przeobrażenia, jakie nastąpiły w filozofii polskiego leśnictwa?
- Wszystkie te dokumenty biorą przede wszystkim pod uwagę fakt, że zmieniły się cele leśnictwa i metody jego prowadzenia. Że ono ewoluuje i mamy świadomość, iż gospodarujemy już ekosystemem a nie drzewostanem. Również wiedza ludzi, którzy to leśnictwo prowadzą jest zupełnie inną wiedzą niż ta sprzed 15 czy 20 lat. Nauka też poszła naprzód – chociażby w wyjaśnianiu niektórych zależności i zjawisk w przyrodzie. To wszystko poważnie się zmieniło.
(…)
- Czy nadleśniczowie i leśniczowie są gotowi do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za konsekwencje decyzji podejmowanych dotąd w oparciu o standardy i ścisłe reguły?
- Wiedza, jaką dzisiaj dysponują leśniczowie jest niewspółmierna do tej, którą kiedyś, po technikum czy po kursach posiadali. To byli niezwykle oddani i zżyci z lasem ludzie, pracujący często za marne wynagrodzenie. Umieli organizować pracę, pozyskać, odebrać i sprzedać drewno, rozliczyć zarobki robotników, paliwo, łańcuchy itp., zorganizować zalesienia czy odnowienia na dużych powierzchniach, ale ich wiedza o funkcjonowaniu ekosystemów leśnych była na miarę tamtych czasów. Ówczesne dokumenty musiały więc możliwie precyzyjnie definiować wszelkie czynności związane z gospodarką leśną. (…) Dziś mamy zupełnie inną kadrę bezpośrednio gospodarującą w terenie, w większości z wyższym wykształceniem, o innym poziomie wiedzy. W związku z czym potrzebne są ramowe zasady. Będące tylko pewnymi wskazówkami. W tej sytuacji jest jednak niezbędna głęboka znajomość lasu i profesjonalna wiedza o specyfice lokalnych ekosystemów. Dlatego pożądane jest między innymi, żeby leśniczy w swoim leśnictwie czy nadleśniczy w swoim nadleśnictwie byli gospodarzami jak najdłużej.
- Czy jednak nowe kompetencje nie zostaną odebrane głównie, jako ryzykowny i uciążliwy nadbagaż grożący przykrymi konsekwencjami?
- Kompetencje przekazano nie po to, by zrzucić ciężar całej odpowiedzialności za decyzję na szefa nadleśnictwa, lecz dlatego, że nikt nie potrafi lepiej niż gospodarz znaleźć „złoty środek” pomiędzy racjami ekonomicznymi, przyrodniczymi, ochronnymi itd. I to on ma podstawy, by nawet w trudnych okolicznościach podejmować optymalne decyzje.
(…)
Sprzedaż surowca na I półrocze 2012 roku w Nadleśnictwie Herby
Gorące drewno
Koniec ubiegłego roku był okresem niezwykle intensywnym w Lasach Państwowych – jak co roku o tej porze każde nadleśnictwo w kraju wystawiało na Portalu Leśno-Drzewnym oraz w systemowej aukcji internetowej (e-drewno) swoją ofertę sprzedaży drewna na I półrocze 2012 roku. Kontrahenci ostro konkurowali ze sobą, a ceny surowca szybowały w górę. Walka o zapewnienie sobie drewna na najbliższe półrocze była wyrównana w całej Polsce. W ostatecznych rozgrywkach konkurowano o każdy kubik surowca drzewnego. Tak było również w przypadku Nadleśnictwa Herby (Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach), które sprzedało prawie całą swoją ofertę.
(…)
Na temat wyników tegorocznej sprzedaży drewna oraz ich wpływu na rynek lokalny i regionalny rozmawiamy z Waldemarem Hyllą, nadleśniczym Nadleśnictwa Herby oraz Markiem Kostempskim, specjalistą ds. marketingu w tej jednostce.
- Jak ocenia Pan wyniki przetargów?
- Na pierwsze półrocze tego roku sprzedaliśmy prawie wszystko, gdyż 98,2% oferowanej masy. Nie znaleźliśmy nabywców na około 800 m,3, co przy tej masie nie stanowi problemu. Trudno nie być zadowolonym z takich wyników przetargów – mówi nadleśniczy W. Hylla.
W przetargach na pierwsze półrocze nie było żadnych znaczących zmian, jeśli chodzi o strukturę gatunkową oferowanego surowca. Około 80% wystawionego drewna stanowiło drewno średniowymiarowe, głównie była to sosna pochodząca jeszcze z cięć klęskowych. Leśnicy z Herb starali się jednak dołożyć wszelkich starań, aby tam, gdzie to możliwe sprzedać najbardziej poszukiwany surowiec wielkowymiarowy. Dzięki kłodowaniu w dużej mierze się to udało. Chodziło o to, aby zapewnić jak najlepsze wykorzystanie poniszczonego drewna.
(…)
- Jeśli chodzi o drewno tartaczne to obserwuję wyraźny wzrost cen – stwierdza nadleśniczy W. Hylla. – W pierwszym półroczu br. będzie to zarówno drewno pochodzące jeszcze z masy poklęskowej, jak również w II kwartale będziemy oferować surowiec dłużycowy z normalnych, planowych zrębów.
W tym segmencie sprzedaży najbardziej popularnego wśród klientów surowca WCO1 wzrost nastąpił o około 17%. To spory skok, który niekoniecznie wywołuje aplauz leśników. Czy przy takich szybujących cenach kontrahenci wywiążą się z umów i odbiorą drewno? Czy, w dalszej perspektywie, „przegrzanie” rynku drzewnego nie spowoduje trudnych dziś do przewidzenia perturbacji na rynku leśno-drzewnym?
(…)
Aby lepiej unaocznić ryzyko wywindowania cen tak wysoko można by się cofnąć do I półrocza zeszłego roku, gdy sytuacja była podobna. Wtedy także ceny drewna uznano za skaczące do góry. Zastanawiano się, podobnie jak dziś, czy kontrahenci wywiążą się z umów, czyli zapłacą za drewno i je odbiorą. Rzeczywiście, po I półroczu okazało się, że część klientów „przegrzała” na aukcjach systemowych i nie odebrała drewna. Trzeba było naliczać kary umowne. Jednak II półrocze ubiegłego roku pokazało coś przeciwnego. Zdecydowana większość masy drewna została odebrana.
- Mimo wysokich cen rynek wchłonął je – uzupełnia nadleśniczy W. Hylla. – Nie było konieczności masowego naliczania kar umownych za niewykonane kontrakty. Gdyby taki scenariusz powtórzył się w tym roku, byłoby to dla nas uspokajające. To jednak okaże się w praktyce dopiero w ciągu roku.
(…)
Tendencja do wysokich cen na rynku drzewnym utrzymuje się od kilku lat. Jednocześnie na ten rynek trafia coraz więcej drewna. Oprócz systemowego, corocznego zwiększania mas przeznaczonych na sprzedaż, ilość oferowanego surowca wynika z działań sił natury, która dziesiątkuje lasy za pomocą huraganów, wiatrołomów, czy okiści. Niewątpliwie w takich sytuacjach koniunktura przychodzi leśnikom w sukurs. Gdyby było inaczej ciężko byłoby sprzedać taką masę drewna, jaką w wymuszony sposób się pozyskuje.
W takiej właśnie sytuacji znalazło się Nadleśnictwo Herby, które dwukrotnie nawiedzane było klęskami: najpierw w 2008 roku przeszedł tu huragan, a potem w 2010 roku tutejsze lasy nawiedziła okiść. Przez kilka sezonów sprzedawano tu w ogromnej masie drewno poklęskowe. Czy na I półrocze tego roku sytuacja znormalniała, w ofercie jest już właściwie tylko drewno z planowego pozyskania?
- Jeśli chodzi o rozmiar surowca, który zaoferowaliśmy na rynku to jest trochę jeszcze wyższy niż poziom normalnej sprzedaży, czyli tej sprzed klęski – mówi W. Hylla. – Wtedy masa naszego drewna przeznaczona na sprzedaż mieściła się na poziomie 70 tys. m3, bowiem tyle mniej więcej wynosił nasz roczny etat. Te klęski spowodowały, że w 2010 roku musieliśmy pozyskać około 150 tys. m3, a w zeszłym roku aż około 200 tys. m3, czyli prawie 3 razy tyle, ile wynosi nasz etat. W tym jednak roku po raz pierwszy od kilku lat zbliżamy się do normalnego poziomu sprzedaży. (…)
Czy to oznacza, że w przyszłych latach możliwości cięć, a w konsekwencji sprzedaży drewna będą mniejsze niż przed klęskami?
- Dziś trudno na to pytanie odpowiedzieć. Mogę się tylko domyślać, że nasze możliwości w tym zakresie będą o około 10% mniejsze. To jednak pokaże najbliższa przyszłość.
Nie wiadomo jednak, czy takie ogromne dysproporcje, w ciągu zaledwie kilku lat, w oferowanej przez nadleśnictwo masie surowca nie spowodują perturbacji na lokalnym rynku drzewnym? Przed klęską lokalny rynek stanowiło około 40 kontrahentów. To byli stali klienci, w przeważającej większości drobni przetwórcy drewna. Tylko nieliczni z nich „przecierali” więcej niż 1000 kubików rocznie. I wtedy, po klęskach nagle pojawiła się na tym rynku ogromna masa drewna do kupienia. Mimo to, taka sytuacja nie spowodowała, że powstały się na tym terenie nowe firmy drzewne. Miejscowe zakłady nie przerobiłyby takiej ilości drewna. Dobra sprzedaż ratowała koniunktura oraz firmy spoza rynku lokalnego. Gdyby nie te czynniki byłby problem z zagospodarowaniem ponadnormatywnych mas drewna. Widać więc, że lokalni przedsiębiorcy potraktowali nadpodaż drewna w Herbach, jako sytuację okresową.
(…)
Ogień bardziej kontrolowany
Wśród zmian w aktach prawnych, jakie regulują pracę leśników a które pojawiły się z nowym rokiem, są i te dotyczące zasad ochrony przeciwpożarowej. Konkretnie, znowelizowano „Instrukcję ochrony przeciwpożarowej lasu”. Rozmawiamy o niej z KRZYSZTOFEM BORUNIEM, specjalistą d.s. ochrony przeciwpożarowej RDLP w Katowicach, który uczestniczył w pracach nad nowelizacją.
- Jakie generalne zmiany zaszły w tej nowelizacji? Jaka była idea przewodnia dokonanych zmian?
- Stara instrukcja datowana była z 1996 r., więc wiele przepisów prawnych, na bazie których pracujemy w ochronie przeciwpożarowej, już dawno uległo zmianie, czasami kilkakrotnie. Dlatego głównych celem było dostosowanie instrukcji do realiów prawnych, które i tak nas obowiązują, a instrukcja jest naszym aktem wewnętrznym. Drugim powodem było urealnienie, czyli dostosowanie do dzisiejszych wymogów techniki naszego wyposażenia, PAD-ów (punktów alarmowo-dyspozycyjnych), czyli przede wszystkim dostępu do komputera, internetu, eLasu.
- Czyli wymóg czasu niejako wymusił te zmiany. A czy miały one również związek z unormowaniami i wymogami unijnymi?
- Pracując nad nową instrukcją, również musieliśmy uwzględniać wymogi Unii Europejskiej w tym zakresie, np. przy formułowaniu nowych zasad kategoryzacji zagrożenia pożarowego.
- W znowelizowanej instrukcji pojawiły się nowe terminy, wcześniej nie stosowane w tego typu aktach normatywnych, np. pogoda pożarowa...
- Pogoda pożarowa to taka, przy której powstaje większość pożarów lasu; taka, która, jak dowodzi praktyka, determinuje powstawanie ognia w lesie. Taka aura jest wtedy, gdy wilgotność powietrza nie sięga 40%, a temperatura powietrza przekracza 24o C, a przy tym oczywiście nie notuje się opadów i zachmurzenia. Nowelizacja wprowadziła definicję właśnie takiego stanu pogody.
- Nowe przepisy operują też pojęciem pełnomocnika nadleśniczego, który ma zajmować się organizacją działań ratowniczo-gaśniczych. Na czym polega to novum?
- Czy to jest taka zupełna nowość...? Myślę, że to raczej swego rodzaju usankcjonowanie tego, co już funkcjonowało w leśnej praktyce. W nadleśnictwach pełnione były dyżury kierownictwa, z reguły pełniła je kadra kierownicza (nadleśniczy, z-ca nadleśniczego, inżynierowie nadzoru) i czasami specjalista ds. ochrony ppoż., według określonego harmonogramu. W przypadku pełnomocnika będzie podobnie, tylko trzeba się zastanowić nad tym, ilu ich będzie i jakie zadania będą wykonywali.
Pełnomocnik to osoba, której nadleśniczy udziela określonego pełnomocnictwa do sprawowania funkcji poniekąd trochę z zakresu domeny nadleśniczego, czyli osoby zarządzającej w zakresie ochrony ppoż. Pełnomocnik będzie organizował działania ratowniczo-gaśnicze podczas pożaru, ale na jego barkach spoczywać będzie również sprawność całego systemu, a więc i kontrola PAD-ów, wież obserwacyjnych, dyspozycyjności sprzętu w bazach, współuczestniczenie w sporządzaniu dokumentacji popożarowej, będzie również dokonywał analizy sytuacji pogodowej itd.
- Czy to będzie ktoś nowy, odrębny specjalista?
- Nie sądzę, Myślę, że zadania pełnomocnika będą powierzone pracownikom nadleśnictwa, trzeba będzie ustalić harmonogram pełnienia dyżurów pełnomocników, podobnie jak to było w przypadku dyżurów kierowniczych, ustalić ilu pełnomocników, gdzie, kiedy i w jakim zakresie będzie pełniło dyżur. Nad tym tematem musimy się jednak jeszcze pochylić, żeby to wszystko doprecyzować. Bo powstało pojęcie pełnomocnika, jest wzór - zakres jego zadań, ale tak naprawdę te zadania będą zależeć od kategorii zagrożenia pożarowego danego nadleśnictwa i jego specyfiki.
(…)
Mokre - Lewice
Niemal od ćwierć wieku wschodni kraniec Gór Opawskich znajduje się w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Rejon Mokre-Lewice. To miejsce, gdzie łagodne wzgórza Gór Opawskich przechodzą w falisty i coraz bardziej płaski teren Płaskowyżu Głubczyckiego. Z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, za to w pobliżu granicy polsko-czeskiej zachował się tutaj jeden z najbardziej ustronnych zakątków na Górnym Śląsku. Prawie 1/3 powierzchni chronionego obszaru, czyli 19,2 km² zajmują lasy Nadleśnictwa Prudnik.
(…)
Ta część powiatu głubczyckiego od dawien dawna była przykładem zapadłej prowincji. Dla mieszkańców wiązało się to z uciążliwościami życia codziennego, jednak na przyrodę miało raczej dobry wpływ. Nawet teraz jest to bardzo spokojne i zaciszne miejsce. (…) Niewysokie, zalesione wzgórza rejonu Mokrego przez dziesięciolecia po II wojnie światowej nie znajdowały się w zasięgu zainteresowania masowej turystyki. Właściwie dopiero w 2011 r. udostępniono turystom najwyższy wierzchołek tej części Gór Opawskich, położony na granicy polsko-czeskiej i nie posiadający jeszcze oficjalnej polskiej nazwy. Dokonali tego harcerze z hufca w Głuchołazach, którzy 16 czerwca 2011 r. wyznakowali czerwony szlak turystyczny z wioski Opawica na Hraniční Vrch (541 m n.p.m), o długości 3,3 km.
(…)
Pierwsze, co zwraca uwagę, to dosyć zróżnicowana rzeźba terenu. Można tu spotkać zarówno strome zbocza górskie (jak choćby na Hraničním Vrchu), dolinki górskich strumyków, jak i łagodne pagórki oraz ciągnące się po horyzont pola uprawne. Powierzchnia gruntów użytkowanych obecnie rolniczo jest tu mniejsza, niż w przeszłości. Część terenów przeznaczona została pod zalesienie.
Lasy rosnące na gruntach, które naznaczone zostały naturalną w terenie górskim erozją, nie są może specjalnie bogate przyrodniczo, jednak ich przebudowa i renaturalizacja powoli następuje. Można tu spotkać zarówno drzewostany jodłowe, jak i modrzewiowe oraz świerkowe, a także lasy mieszane. Dominują bory sosnowe i bory mieszane, rosnące m.in. w okolicach Chomiąży, Chróstna czy Dobieszowa. Zostały one wtórnie nasadzone na siedliskach grądowych.
Inwentaryzacja i waloryzacja krajoznawcza gminy Głubczyce wykonana pod redakcją Krzysztofa Spałka w 2003 r. wskazała na istnienie co najmniej kilku wartościowych zbiorowisk w tym rejonie. Co ciekawe, reprezentują one bardzo odmienne od siebie typy siedliskowe.
(…)
Chcemy równości
Rozmowa z dr. hab. Wiesławą Ł. Nowacką z Katedry Użytkowania Lasu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, która m.in. zajmuje się problemem równouprawnienia kobiet w leśnictwie
- O co chodzi kobietom?
- Sądzę, że niektóre kobiety jeszcze nie są nawet w stanie tego wyartykułować i niesie ich pewien trend, który od wielu lat obserwujemy w świecie i Europie. To jednak tylko pewna grupa kobiet. Tu, na konferencji Stowarzyszenia Kobiet Lasu w Ustroniu-Jaszowcu, zdecydowana większość kobiet jest świadoma swoich celów, czego oczekują od pracodawcy, jakie mają ambicje zawodowe itd.
- Czy rzeczywiście jest tak źle z sytuacją zawodową kobiet w ogóle, a w leśnictwie w szczególności?
- Nie, ale jednak musimy pokusić się o refleksję, że doszliśmy do jakiegoś punktu, w którym uświadamiamy sobie, że kobiety w leśnictwie były (są nadal) traktowane, jako element tła, natomiast nie były równorzędnymi partnerkami. Najczęściej kobiety w leśnictwie zajmowały stanowiska administracyjne: były sekretarkami i księgowymi.
(…)
- Jaki jest najbardziej rzucający się w oczy przykład nierównego traktowania kobiet w naszej branży?
- Najbardziej obrazową różnicą w traktowaniu mężczyzn i kobiet są dysproporcje w stawkach wynagrodzeń. Teoretycznie większość z nas zgadza się, że za taką samą pracę powinno się pobierać tą samą pensję, ale w rzeczywistości jest bardzo często inaczej. Mężczyźni na tych samych stanowiskach zarabiają lepiej. Z moich badań wynika, że kobiety mają pensje nawet o 1/3 mniejsze niż mężczyźni. Są także inne przejawy nierównego traktowania. Na studiach podyplomowych mam najczęściej do czynienia z mężczyznami. Jak się trafi jakaś pani leśniczka to często ją pytam dlaczego tak mało kobiet jest kierowanych na takie studia. Wtedy wysłuchuję, jak trudno jest przedrzeć się przez sito w nadleśnictwie. Z ankiet, które analizuję wynika, że dziewczyny są zniechęcane do dalszego kształcenia, a zamiast nich promuje się mężczyzn. W taki sposób leśniczki są spychane na bok, a z czasem ich rola jest marginalizowana. A przecież kształcenie jest normalną drogą prowadzącą do pogłębiania wiedzy i rozwoju każdego pracownika. W takim systemie mentalnym gdzieś zatraca się droga awansu dla kobiet.
(…)
- Nawet jednak w leśnictwie są kobiety, które się przebijają. Może jednak wiele zależy od natury konkretnej osobowości, a nie wadliwego mechanizmu?
- Mam koleżankę ze studiów, która w końcu została nadleśniczym. Powiedziała mi, że jej status zawodowy wynika tylko z faktu, że w pewnym momencie była w dobrym miejscu i miała trochę szczęścia. Potwierdzają to moje rozmowy również z innymi paniami nadleśniczymi i kobietami zastępcami. W ich przypadku zdecydował przypadek, a nie mechanizm.
(…)
- Ale o pełnym równouprawnieniu nie może być mowy, może ono mieć charakter tylko formalny. Przecież to kobieta rodzi i ten aspekt stawia ją w zupełnie innej sytuacji zawodowej niż mężczyznę?
- Właśnie, ta podstawowa różnica między płciami rzutuje na inne. Jeśli kobieta urodzi dziecko przysługuje jej urlop macierzyński, a jeśli chce dalej się nim opiekować na urlopie wychowawczym, to na kilka lat jest wyłączona z życia zawodowego. A co w sytuacji, jeśli będzie chciała mieć drugie dziecko? Zatem kobieta zawsze będzie w pracy „do tyłu”. Jak zrekompensować jej te lata spędzone w domu? Z drugiej strony dziś są kobiety, które rezygnują z długiego macierzyństwa, wielkim wysiłkiem organizują sobie życie rodzinne tak, aby móc pracować. Te osoby na pewno nie będą popierały rozwiązań skierowanych dla wsparcia tych kobiet, które skorzystały z urlopu wychowawczego. Trudno zająć w tej sprawie jednoznaczne stanowisko. Sądzę jednak, że sprawa narodzin dziecka nie jest tylko problem konkretnej rodziny, ale całego społeczeństwa.
(…)
Po nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt
Pies w lesie - co robić?
Choć psy nie należą do leśnych zwierząt, temat ich obecności w lasach czy na polach zajmuje uwagę zarówno myśliwych, jak i leśników - ustawowo odpowiedzialnych za stan dzikiej zwierzyny w tych ekosystemach; a także, co oczywiste - przyrodników, ekologów.
(…)
Wprowadzone nowelizacją przepisy sporo miejsca poświęcają właśnie psom. Nie doszło, co prawda, do wprowadzenia przepisu, jaki pierwotnie był zawarty w projekcie, zabraniającego trzymania zwierząt domowych na łańcuchach, ale nowe unormowania traktują to zagadnienie tak, że psa nie można trzymać dłużej niż 12 godzin na łańcuchu, a łańcuch musi mieć długość minimum 3 metry.
Nowelizacja przyniosła m.in. zwiększenie kar dla tych, którzy znęcają się nad zwierzętami, i trzeba temu tylko przyklasnąć, gdyż jak wiadomo, stosunek do zwierząt jest jednym z mierników cywilizacji, kultury ludzi. Z tym zagadnieniem łączy się także problem zdziczałych, wałęsających się po polach psów, które stały się zagrożeniem dla ekosystemów polnych i leśnych. I tu nie wszystko jest już takie proste i jednoznaczne.
(…)
Szacuje się, że w skali całego kraju ok. 1 milion udomowionych drapieżników stale penetruje pola i lasy, w wielu regionach powodując stan klęski ekologicznej. Tylko w ubiegłym roku, wedle statystyk myśliwych, psy zagryzły 263 jelenie, 116 danieli, 11 tys. saren, ponad tysiąc dzików, 15 tys. zajęcy. A przecież notowano też ataki psów na bydło, owce i kozy, a nawet ludzi. Straty w dzikiej przyrodzie zamykają się przeciętnie w sezonie kwotą 44 mln zł. Nie trzeba dodawać, jakie ma to znaczenie w skutkach dla polskiej przyrody, dla jej różnorodności biologicznej...
(…)
Jak te nowe unormowania wyglądają z punktu widzenia strażników leśnych? Pytamy o to Wojciecha Jaronia, głównego specjalistę ds. BHP i Ochrony Mienia w RDLP w Katowicach:
- Są plusy i minusy tego rozwiązania. W myśl obowiązującej ustawy o ochronie zwierząt każdy, kto napotka w lesie lub poza terenem zabudowanym porzuconego psa lub kota - w szczególności na uwięzi - musi powiadomić o tym schronisko dla zwierząt, straż miejską lub policję. W praktyce oznacza to, że myśliwi nie powinni strzelać do błąkających się zwierząt domowych, tylko je odłowić i odstawić do schroniska.
W tej samej ustawie doszukamy się również zapisu dającego myśliwym szersze możliwości usunięcia z łowiska osobników bezpośrednio zagrażających ludziom lub innym zwierzętom – w tym przypadku trzeba mieć niezbite alibi, aby nie ponieść przykrych konsekwencji. Z innych źródeł wiemy, że wałęsający się pies, któremu chociaż raz udało się dogonić dziką zwierzynę i poczuje ciepłą krew w pysku, będzie już tak czynił zawsze. Z punktu widzenia obrońców zwierząt nowelizacja ustawy to na pewno sukces.
(…)